Historia prawdziwa, mimo iż nie na faktach

18 września 2019

Justyna Kopińska, autorka wielu nagrodzonych reportaży i książek, w tym głośnej sprawy siostry Bernadetty, powraca z kolejną pozycją, która na długo pozostawi czytelnika w osłupieniu. „Obłęd”, tym razem nie klasyczny reportaż, a miks pracy śledczej z beletrystyką, przenosi nas do świata zamkniętych oddziałów psychiatrycznych w Polsce, badając ich kondycję i poddając pod wątpliwość zasadność zatrudniania tam wielu osób. Kopińska przedziera się przez zamknięte drzwi i zakratowane okna, by pokazać, że największe zło czai się tam, gdzie z pozoru istnieje tylko dobro. Ta dwulicowa empatia, pozorność niesienia pomocy jest głównym punktem wyjścia – zarówno opisanych tu sytuacji, jak i zasadności debaty społecznej w tym zakresie.

Kopińska zbiera kilka historii w jedno, łącząc ją wymyślonym na potrzeby książki bohaterem – dziennikarzem o imieniu Adam. To właśnie on będzie pozorantem w jednym ze szpitali psychiatrycznych, do którego uda się po niepokojącej, anonimowej wiadomości, którą otrzyma. Postanowi zamknąć się w placówce i na własne oczy zobaczyć, czy skala zniszczeń jest tak poważna.

 

Prawda boli

Od pierwszego dnia Adam jest poddawany torturom psychicznym i obserwuje zachowania osób w stosunku do swoich podopiecznych. Miejsce, w którym się znajduje powinno podchodzić do każdego z nich z najwyższą troską, dbając o poprawę chybotliwego zdrowia, bądź pomóc w poprawie kondycji chociażby z pomocą ćwiczeń rozwojowo-ruchowych. tymczasem pacjenci są karani za wszystko, najczęściej bici, non stop się na nich krzyczy i obraża. Personel zdaje się nic nie robić w tym zakresie, a co gorsza, po większości z nich widać, że czerpią z tego zachowania dziką satysfakcję, czują się lepsi. Adam ma to szczęście, że jest pacjentem „łagodnym”, rozumie co się z nim dzieje i może się swobodnie poruszać. Nie jest, jak większość, przykuty do łóżka, nie leży w zasychającej kałuży własnych odchodów. Miejsce, w którym przebywa jest z pozoru bardzo ciche, każdy boi się odezwać w obawie przed konsekwencjami. Są tu też ci, którzy się poddali i nie walczą, biorą wszystkie leki, które są im podawane (większość z nich uspokaja, a nawet usypia pacjenta, niektóre spowalniają jego ruchy psychomotoryczne).

Niedosyt ze względu na długość publikacji to jeden z niewielu zarzutów pod jej kątem. Wierząc w siłę sprawczą dobrego reportażu czytelnik ma nadzieję, że rozmowy i przede wszystkim zmiany nad opieką nad pacjentem psychiatrycznym, zostaną bardzo szybko zmienione. Ciężko też uwierzyć, że wszystkie opisane sytuacje są dziełem fantazji autorki. Ich detaliczność nie pozwala zwątpić, że nie ma w nich ziarna prawdy, a całe garści.