Żuławski. Wywiad rzeka

8 września 2019

Cztery dni

Andrzej Żuławski uznawany jest za jednego z bardziej kontrowersyjnych artystów polskich. Do legend urasta jego tajemnica o sposobie otwierania na emocje aktorów na planie, jego reżim w stosunku do nich, a także zadania, które wyznacza im między ujęciami. To jedyna rzecz, o której w tym wywiadzie się nie dowiemy, która na zawsze pozostanie jego tajemnicą. Piotr Marecki i Piotr Kletowski spędzają łącznie cztery dni w posiadłości Żuławskiego pod Warszawą, gdzie starają się poddać go skrupulatnej analizie. Bardzo szybko okaże się, że Żuławski Wywiad rzeka zostanie całkowicie zdominowany przez pytanego, który pokieruje wywiad dokładnie tak, jak mu się podoba. Co ciekawe, rozmowa nie została poddana całkowitej redakcji (celowo), dostajemy więc uporządkowany, ale dalej rwący potok słów, z którym sami musimy się zmierzyć i wyciągnąć z niego wnioski.

Rozpoczynamy od wzmianki o życiu pisarskim Żuławskiego. Aż dziw bierze, że ma na koncie ponad 24 książki, o których nie jest głośno, wydawane idą w próżnię. Winą za ten stan rzeczy artysta obarcza współczesną inteligencję warszawską, która stroni od tematów trudnych i tylko pozoruje swoje oczytanie. Tego Żuławskiemu faktycznie nie da się odmówić – bogaty dobór przykładów, zarówno literackich jak i filmowych sprawia, że mamy do czynienia ze znawcą, choć lubującym się w ujęciach krytycznych. Nawet besztając dokonania polskiej kinematografii stara się spojrzeć na sprawę z każdej możliwej strony – analizuje, pyta, bada – by jego opinia miała wymiar wielowątkowy. I żeby oczywiście wyszło na to, że ma rację.

 

Ogromne ego

Erudycja Żuławskiego pozwala mu na uznawanie się za jednostkę wybitną. Dodatkowo pierwiastek szaleństwa i nieszablonowości utwierdza czytelnika w przekonaniu, że może sobie na to w pełni pozwolić. Sam reżyser stawia się w świetle twórcy niezrozumiałego, na którego świat nie jest gotowy, a jeśli już, to dopiero po latach. Dowiadujemy się, że „Szamankę” zrozumiemy dopiero za kilka dekad, podobnie jak kilka z jego książek. Celowa nadinterpretacja ma mieć wymiar profetyczny – tu nie sposób pominąć porównań Żuławskiego do Dostojewskiego czy Orwella. Żuławski stawia się też w opozycji do znanych polskich reżyserów, ciesząc się, że nie stawia się go w tym samym rzędzie co Munka (którego nie trawi najsilniej z wszystkich) i Kieślowskiego, który „sprzedaje ludziom banały w celofanie”.

Książka z pewnością stanowić będzie przygodę intelektualną dla czytelnika, a niekiedy też wyzwanie. Jest to też lektura ważna dla osób pracujących przy produkcjach filmowych oraz pasjonatów kina. Wiele uwag odnośnie kondycji polskiej kinematografii może okazać się cenną wskazówką i punktem zwrotnym do wprowadzenia zmian w trybie i sposobie pracy.

 

 

 

Tagi
Kategoria Książki #zapowiedzi